Życie zmienia się, ale się nie kończy
Marian Plona 02.11.2011, czytano 143 razy, pobrano kod HTML 1 razy, komentarzy 0.Niestety, od pewnego czasu mam nieodparte wrażenie, że z tej okazji nie korzystamy. Zalani powodzią coraz to wymyślniejszych gadżetów cmentarnych, zniczy z pozytywkami, sztucznych i żywych kwiatów, lastrykowych i granitowych nagrobków, tracimy z oczu to, co najważniejsze. Przestajemy wierzyć w życie wieczne. Choć zapomnienie to zdaje się tkwić tylko w sferze praktycznej, to jednak postępowanie zawsze jest wyrazem wewnętrznych przeżyć i przekonań.
Już nawet w czasie kazań pogrzebowych pojawia się fraza, że zmarli żyją tak długo, jak długo trwa pamięć o nich. Praktycznie zdajemy się uznawać, że śmierć jest definitywnym końcem ludzkiego istnienia. Tymczasem nauka Kościoła jest jasna: życie nasze, choć zmienia się, to jednak się nie kończy. Gdy rozpada się nasze doczesne mieszkanie, otrzymujemy... No właśnie - co?
Śmierć, sąd Boży, Niebo, piekło, czyściec...
Śmierć, zgodnie z Bożym Objawieniem, utrwala na wieczność ludzkie wybory. Opowiedzenie się po stronie Boga stanowi dla człowieka wybór życia w Jego łonie na wieki. Zastawiona przez Boga wielka uczta, o której mówi Jezus w swojej przypowieści, domaga się jednak, by człowiek był odziany w szatę godową, posiadał wewnętrzny ład. Nie chodzi jednak o etykietę w zachowaniu, ile raczej o wydoskonalenie się w miłości - uznanie Boga za jedyny cel własnej egzystencji.
Trzeba więc odrzucić to, co się temu celowi sprzeciwia. Miłosierdzie Boga, chociaż szanuje ludzką wolność i ludzkie wybory, na których straży stoi Jego sprawiedliwość, pochyla się nad ludzką niedoskonałością i dzięki łasce czyśćca pozwala przygotować się do pełni szczęścia. Ta prawda staje się źródłem ludzkich nadziei, a zarazem motywem podejmowania działań, by naszym bliskim zmarłym pomóc w owym wydoskonalaniu się w miłości.
Dzień Zaduszny i wszelka nasza aktywność związana z nawiedzaniem grobów ma tylko ten jeden sens - pomoc tym, którzy odeszli. Wiara w możliwość i skuteczność pomocy naszym braciom i siostrom w czyśćcu przepajała wszelkie obrzędy w chrześcijańskiej Polsce. Lecz trzeba tutaj powiedzieć jasno: nie to, co nam dzisiaj się jawi jako splendor i objaw pamięci jest pomocne zmarłym. Wystawność naszych cmentarzy w pierwszych dniach listopada jest raczej dla nas niżeli dla nich. Nie oznacza to potępiania dbałości o miejsce pochowania ciał, lecz raczej zwrócenie uwagi na właściwe rozłożenie akcentów. Sfera czyśćca jest sferą duchową, zatem darem najważniejszym jest dar duchowy.
"Jestem wpisany w Ciebie nadzieją"
Ten fragment poematu bł. Jana Pawła II wskazuje na duchowe potrzeby naszych zmarłych. Katechizm Kościoła Katolickiego zwraca uwagę na szczególne dary: "Kościół od początku czcił pamięć zmarłych i ofiarował im pomoce, a w szczególności Ofiarę Eucharystyczną, by po oczyszczeniu mogli dojść do uszczęśliwiającej wizji Boga. Kościół zaleca także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne za zmarłych" (KKK 1032).
Pierwszym objawem naszej pamięci i troski o zmarłych jest zatem modlitwa w ich intencji. Miłość bowiem realizuje się w zabieganiu o właściwe dobro człowieka. Z przykrością obserwujemy dzisiaj ludzi zgromadzonych wokół grobu, którzy mają czas na pogaduszki o wszystkim i o niczym, a zapominają o zmówieniu chociażby najprostszej modlitwy za zmarłych. Najsilniejszą jednak pomocą zmarłym jest Ofiara Eucharystyczna.
W wielu zakątkach naszego kraju zachowały się jeszcze zwyczaje zamawiania przez krewnych, przyjaciół oraz znajomych Mszy św. w trzydziesty dzień od śmierci lub pogrzebu. Nie można też zapominać, że sensem Mszy św. jest Ofiara Chrystusa, w którą włączamy się poprzez Komunię św. i naszą ofiarę. Inną formą naszej pamięci o zmarłych są tzw. Msze św. gregoriańskie, sprawowane przez trzydzieści dni po kolei. Ich inicjatorem był Papież św. Grzegorz Wielki, który związał z nimi szczególne dary Bożej łaskawości. Tradycja ta została potwierdzona przez Kościół w XIX w. jako pobożna praktyka wiernych. Ważną formą naszej pamięci o zmarłych jest ofiarowanie w ich intencji możliwych do uzyskania przez nas odpustów.
W naszej teraźniejszości spotykamy się ponadto ze zwyczajem modlitwy wypominkowej. Tradycja ta, wbrew obiegowym opiniom, sięga czasów wczesnego chrześcijaństwa, gdy w czasie Mszy św. odczytywano z imienia osoby żyjące i zmarłe, za które modlono się w szczególny sposób. Wyrażano w ten sposób łączność z tymi, którzy odeszli, i pełną miłości troskę o ich dobro w wieczności. Te wszystkie formy duchowej pomocy więcej znaczą dla naszych bliskich niż tony zniczy i wiązanek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz